Piątek trzynastego

Ludzie wierzą w różne dziwne rzeczy, czarnego kota, stłuczone lusterko, kominiarza. I te wszystkie rzeczy, choć każdy ma do nich inny stosunek, oznaczają szczęście, bądź pecha.

Czy wierzę w przesądy? Zawsze myślałam, że mają jakąś moc sprawczą ale jedynie przez to, że w nie wierzymy. Kiedy człowiek tak bardzo skupia się na tym, że drogę przebiegł mu czarny kot, to podświadomie sam ściąga na siebie nieszczęście, albo dopatruje się nieszczęść w otoczeniu i próbuje je dopasować do niefortunnie stłuczenia lusterka.

I choć nie wierzę w pecha, mój piątek trzynastego wygląda tak:

Dużo krwi, izba przyjęć i szycie 🙂 To nie ja, to mój kochany biedaczek tak chciał pomóc mi w myciu naczyń. I wiecie co? Chyba lepiej jak faceci nie pomagają nam w sprzątaniu 😉 jest wtedy mniej inwazyjne i mniej kontuzyjnie. Sprawa wygląda poważnie, bo palec został przecięty bardzo głęboko, co bylo efektem pękniętej szklanki. Spanikowałam, a on jak zwykle podszedł to tego spokojnie. Czekam teraz na niego w poczekalni i mam nadzieję, że skończy się jedynie kilkoma szwami.

Chyba zacznę wierzyć w pecha. No bo jak nie wierzyć? Skoro dziś miał być pyszny obiad, wino i same przyjemności, a jest wyczekiwanie na obskórnej izbie przyjęć….Najważniejsze, że razem. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko skończyło się dobrze.

Advertisements

Bez fajerwerków

Witajcie, dziś kilka słów o miłości.

W chwili, gdy moja nowa pasja pochłonęła mnie do granic, trochę zapomniałam o tym co najistotniejsze. Może to dobrze, bo czasem potrzebne jest trochę wytchnienia od siebie. Z jednej strony, myślałam że jak już zamieszkamy tylko we dwoje, nasz związek będzie przeżywał prawdziwy renesans. I wiecie co? To bardziej średniowiecze. Zaczęliśmy żyć jak stare małżeństwo. Praca, potem dom, jakiś obiad ugotować i już jest godzina 17, coś ogarnąć, wyjść z psem. A wieczorem każde idzie w swoją stronę. Często gdzieś znikamy za ekranami telefonów lub laptopów. Kilka zdań typu: co w pracy, co robiłeś, jak się czujesz. Czy jest aż tak źle? Chyba nie, bo jeszcze ze sobą rozmawiamy 🙂 Ja, jak każda kobieta potrzebuję czułości i czasem na prawdę mi jej brakuje. Nigdy nie miałam jej w nadmiarze, bo to nie w jego stylu. Wiedziałam o tym od początku. Ale mam wrażenie, że dawniej było trochę więcej ciepłych słów, trochę więcej gestów miłości i uniesień…

To chyba nieuniknione zmiany. Po czterech latach mamy prawo być nudni. Ale w takich momentach, kiedy siedzisz obok bliskiej Ci osoby i próbujesz nawiązać dialog, a na każde Twoje pytanie pada odpowiedź “no”, “dobrze”, “masz racje”,”co poradzisz”, to czasem daje do myślenia. I zastanawiam się czy my tak naprawdę do siebie pasujemy? Czy to już na zawsze?… Najgorsze jest to, że nic nie wskazuje na to by coś w tej naszej relacji miało się zmienić. Jakiś pierścionek? Niee. Sam przyznał, że to nie potrzebne. Z resztą ja sama chyba nie bardzo sobie to wyobrażam. Więc w którą stronę iść? Czy się nie czepiać i czekać na to co będzie dalej?

Eh..no ale muszę też wspomnieć o dobrych rzeczach. On zawsze we wszystkim mnie wspiera. Kto wie, co by było gdyby nie to. Nawet jeśli chodzi o moje nowe zajęcie, stara się mnie dowarościowywać i chwalić jak tylko może. Dziś zabrał moje bransoletki do pracy. I wiecie co? Sprzedał prawie wszystkie! Jego koleżanki były zachwycone 🙂 To chyba najlepszy dowód, że czasem nawet jeśli nie jest idealnie, to są rzeczy które udowadniają, że warto.

Robótek część dalsza…:)

Cześć i  czołem ! 🙂

Nie uwierzycie, ale ręczne robótki pochłonęły mnie w stu procentach. Od kilku dni nie robię nic innego tylko wymyślam wzory, uczę się nowych splotów, przeszukuję inspiracji w Internecie. Gdybym miała jednym słowem opisać to całe koralikowanie, to chyba było by słowo “relaks” 🙂 Czy to chwilowa fascynacja, czy zajęcie na dłużej? Nie wiem, ale dobrze jest mieć coś co sprawia przyjemność i pozwala choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości.

A co poza tym? Z utęsknieniem wyczekuję urlopu. Mamy plany, by na kilka dni wyskoczyć na Mazury. Tylko jeziora, natura i spokój. No i my 🙂 Będzie cudownie! Jestem ostatnio bardzo roztargniona, chyba naprawdę potrzebuję wolnego. Wiecie co ostatnio zrobiłam? Posłodziłam farsz do gołąbków, zamiast go posolić 😀 Ale ciiii….nikt nie poczuł, a wręcz przeciwnie, moja mama stwierdziła, że gołąbki są przepyszne 😀

No to kilka nowych fotek na koniec 🙂 Chyba jest już jakiś progres, co nie ? 🙂

 

Koralikowy zawrót głowy :)

Kochani, no i ziściło się. Dziś odebrałam paczkę z setką koralików, żyłek, ozdób i od razu zabrałam się do roboty! Taka już jestem, jak coś sobie postanowię to nie ma zmiłuj. Zazwyczaj prowadzi mnie to w ślepy zaułek, gdyż często się rozczarowuje. Najpierw się na coś napalę, a potem nic z tego nie wychodzi. Miejmy nadzieję, że nie tym razem, bo włożyłam w to już wiele energii, zaangażowania, a przede wszystkim nadziei.

Mój warsztat pracy jest jeszcze bardzo skromny 🙂

Idąc za przykładem, na razie wszystko dzieje się metodą prób i błędów. Co prawda coś tam mi się dziś udało stworzyć, ale to jeszcze nie to. Przede wszystkim muszę dopracować kwestię rozmiaru. Dziś robiłam to “na oko”, ale jak się potem okazało każda bransoletka inaczej układała się na ręce. Mimo to myślę, że jak na pierwszy dzień jest nieźle! 🙂 Nawet mój kochany stwierdził, że dobrze mi poszło, a każda pochwała z jego ust jest na wagę złota 🙂

Z resztą, co ja będę Was zanudzać, sami zobaczcie:

No to robimy głosowanie, która najbardziej Wam się podoba? 🙂

Trzymajcie za mnie kciuki i moją wenę twórczą 😉 Do następnego ! 🙂

Odrodzenie

Witajcie !

Początek weekendu zapowiada się całkiem pogodnie. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że wracam do domu i nie muszę zaglądać w notatki i że w soboty i niedzielę mogę spać do dziewiątej. Brak studiów ewidentnie mi służy, choć to takie dziwne uczucie. Mam potrzebę obowiązku, robienia czegoś. W głowie milion pomysłów, ale muszę studzić zapał żeby się nie wypalić. Myślałam o podyplomówce ale nie nie! Muszę odpocząć od nauki przynajmniej rok.

Wymyśliłam za to coś innego. Ręcznie robiona biżuteria. Zawsze lubiłam prace manualne, ale na biżuterii kompletnie się nie znam. Mam w głowie mnóstwo pomysłów, wzorów bransoletek bo od tego chciałabym zacząć. Myślę nad tym pod kątem dodatkowego zarobku więc to musi być cos ekstra 🙂 Co o tym myślicie, czy takie rzeczy w ogóle kogoś interesują, czy ludzie nie wolą kupować taniej biżuterii z sieciówek ?… Na początek spróbuje z małą ilością, najwyżej jeśli nie wyjdzie rozdam je jako prezenty dla koleżanek 😉 Trzymajcie za mnie kciuki !! 🙂

Za to wczorajszy dzień przebiegł bardzo ekscytująco!! Wreszcie “odebrałam” mój prezent urodzinowy 🙂 To był prezent ode mnie dla mnie i będzie ze mną już zawsze 😉 Wciąż nie mogę się nacieszyć, jestem przeszczęśliwa i zachwycona efektem. Jest idealny! Wymarzony! Zresztą..sami zobaczcie 😉

To kwiat lotosu, który oznacza odrodzenie, siłę życia. Może banalne, ale dla mnie ma bardzo duże znaczenie. Podkreśla wszystko to co było i daje nadzieję na przyszłość. Kiedy tak na niego patrzę, myślę sobie że takie właśnie jest moje życie. Na zewnątrz spokój, opanowanie, za którym kryje się wiele emocji tych złych, ale również ogrom dobrych, pozytywnych które co dzień mi towarzyszą. Jako fanka tatuaży (to już trzeci) muszę przyznać, że to małe dzieło sztuki jest moim dopełnieniem 🙂

Trzymajcie się ciepło i bądźcie odważni! Pozdrawiam 🙂

Po-meczowe wrażenia :)

No i po meczu 🇵🇱⚽️😊

Wyniku co prawda nie trzeba komentować, ale wrażenia? Były nieziemskie ! Dzieciaki były przeszczęśliwe. Aż cztery godziny trwała podróż do stolicy, ale najmłodsi uczestnicy znieśli to z dumą i uśmiechem 🙂 Jeszcze dziś nie mogę się otrząsnąć po tych emocjach, a gdy przypominam sobie wiwatujący dzielnie naród i te biało-czerwone tłumy, mam gęsią skórkę. Nie mogę uwierzyć, że ten wyjazd się powiódł i udało się zorganizować go w tak ekspresowym tempie. Byliśmy najliczniejszą grupą pośród powiatów tam obecnych, a wiadomo że w grupie siła 🙂 Nie zabrakło malowania twarzy w barwy narodowe, mieliśmy nawet swój baner 🙂 A najważniejsze, że nikogo w tym szalejącym tłumie nie zgubiliśmy 😀 Jako przewodnik wycieczki czułam sie bardzo dobrze. Mam nadzieję że to dobry początek zmian, które szykują się w naszym Ośrodku i że takich inicjatyw będzie o wiele więcej. I choć ja nie jestem zbyt oddanym fanem piłki nożnej, to będąc częścią wspólnego kibicowania na Stadionie Narodowym, można poczuć ten klimat! 🙂 

No to przed nami niedziela, trzymajcie kciuki żeby trochę tym naszym chłopakom chciało się chcieć 😊 ⚽️ 

Miłego dnia ! 

Kiedy piłka w grze…

Witajcie w ten szalony poniedziałek!

Na początku dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa i życzenia urodzinowe. To cudowne jak wiele życzliwości i ciepła otrzymuję tu od ludzi, których tak naprawdę nie znam. Ale to jest właśnie magia blogów i tym podobnych, gdzie spotykają się ludzie tak sobie obcy, a zarazem tak podobni do siebie 🙂

Dzisiejszy dzień zaczął się po wariacku. To wszystko za sprawą piłkarskich emocji, które dotknęły nawet nasz Ośrodek 🙂 Jutro mecz Polska-Senegal. Z samego rana otrzymaliśmy pismo z Ministerstwa, że mogą sfinansować bilety na Strefę Kibica na Stadionie Narodowym w Warszawie dzieciakom z pieczy zastępczej i ich opiekunom. Pierwsza myśl? Eee w jeden dzień nie da się zorganizować autokaru, ubezpieczenia i zebrać grupy, to nierealne! Ale w pewnym momencie mnie oświeciło! Przecież mam rodzinę zastępczą, która posiada własny autokar 🙂 jeden telefon i załatwione, Pan bardzo chętnie sfinansuje wyjazd dzieci do Warszawy, pokryje koszty paliwa i udostępni autokar, tylko jest jedno ale- musimy zebrać 50 osób. Trochę to trwało, ale o godzinie 13 nie mieliśmy już wolnych miejsc, załatwione było również ubezpieczenie. Jeszcze w to nie wierzę, ale udało się !! Jedziemy na mecz! Co prawda to nie Rosja 😀 ale myślę, że dla dzieciaków to będzie ogromna frajda i niezapomniane przeżycie. Jestem pod ciągłym wrażeniem i wciąż nie mogę uwierzyć że w tak ekspresowym tempie udało się zorganizować takie przedsięwzięcie. Jutro relacja z meczu !! 🙂 

Trzymajcie się i kibicujcie naszym 😉 

Szalone urodziny!

Witajcie Kochani!

25 lat minęło jak jeden dzień 😀 Ciężko się do tego przyznać, ale mam dziś urodziny 🙂 Kiedyś ktoś powiedział mi, że po osiemnastce, to już poleci. I wiecie co? Poleciało! Mam wrażenie, jakbym wczoraj stresowała się przed maturą z matematyki, wybierała kierunek studiów, a dziś jestem już magistrem! Niewiarygodne jakiej prędkości nabrało moje życie. Ale stop! Bez rozczulania się. Ostatnio było wiele zawirowań, ale doradziliście mi żebym w tym dniu skupiła się na sobie. Tak też zrobiłam.

Jak się okazuje, by urodziny były wyjątkowe nie potrzeba zagranicznych wycieczek i wydawania mnóstwa pieniędzy, tak jak wydawało mi się to wcześniej. Jestem pewna, że tych urodzin nie zapomnę do końca mojego życia! To dzięki najcudowniejszemu, najukochańszemu, najbardziej oddanemu mężczyźnie na świecie! Oj tak, ale mu będę dziś słodzić:) Jego pomysł był nieziemski! Cudowny! Ja, jako osoba niezbyt sportowa i raczej niezbyt odważna, sama w życiu bym się na to nie zdecydowała. Mój A. znalazł w odległości 50 km od naszego miasta Park Linowy (podobnież największy w Polsce, o ile można wierzyć reklamom). Zgodziłam się, a co. W końcu to urodziny, trzeba zrobić coś szalonego! Stwierdziłam, że pora pokonać swoje lęki, szczególnie ten dotyczący strachu przez wysokością.

Kiedy dojechaliśmy na miejsce, zachwyciły mnie widoki. Liny rozciągały się na kilku hektarach Parku, na wysokości…sama nie wiem ilu metrów nad ziemią. Wyglądało to pięknie, a zarazem przerażająco. Cały park umiejscowiony został w lesie, na terenie dawnego kamieniołomu, co nadawało mu wyjątkowości i dzikości. Wyszła do nas młoda instruktorka, ja wiem? Może w naszym wieku. Od razu wiedziała, że jestem pierwszy raz, to chyba przez stres. Dziesięć minut później byliśmy ubrani w zabezpieczenia i..przeszkoleni. Nic trudnego..pff..odpinasz jedno zabezpieczenie, przepinasz, odpinasz i przepinasz drugie. No i tyrolka..zjazd wydawał się banalnie prosty 🙂 Wybraliśmy trasę, jedną z trudniejszych. Mój A. twierdził, że bez problemu sobie poradzę. No i ruszyliśmy. Najpierw kilka stopni w górę, potem ruchome schody, liny. O Boże! Zrobiło się naprawdę trudno. Największą trudność sprawiło mi utrzymanie równowagi, byłam tak skupiona na całym przechodzeniu między przeszkodami, że zapominałam o regularnym oddechu. Tylko ja, kilka lin, jakiś drut wiszący nade mną i dwa karabińczyki. Nawet chyba był moment kiedy krzyknęłam do niego: “zobaczysz obydwoje się zabijemy” 😀 No i nadszedł moment zjazdu na tyrolce…nad kamieniołomem. Wiecie co? Stałam tam chyba z dziesięć minut i patrzyłam w dół. W końcu zamknęłam oczy i poczułam tą prędkość, wiatr i to cudowne uczucie wolności !! 25 metrów nad ziemią!! Jestem mistrzem! Pokonałam samą siebie, tą lękliwą i ciągle przestraszoną 🙂 Pominę tu moment kiedy zawisłam na kilkadziesiąt minut na linach, które okazały się być ponad moje siły, ale tu też dałam radę, choć wiszenie tam i brak pomysłów na kolejny ruch był bardziej traumą, nie przyjemnością. Kiedy wreszcie dotarłam do kolejnej bazy, powiedział, że jest ze mnie bardzo dumny i że mnie kocha najbardziej na świecie! Dla tego momentu warto było trochę powisieć :p

IMG_20180615_133302.jpg

Niezapomniane, cudowne doświadczenie! Najpiękniejsze urodziny o jakich nawet nie marzyłam! Jestem dumna z siebie, z niego. Z tego, że potrafimy być razem, wspierać się, że tworzymy wspólne wspomnienia, których nikt nam nie odbierze. Że jesteśmy prawdziwą power couple! 😀 Czy to nie jest najlepsze zapewnienie o miłości? Czeka mnie od niego jeszcze jeden prezent, również na całe życie, tym razem bardziej namacalny 🙂 No może był trochę wymuszony, ale o nim długo marzyłam i udało się mojego ukochanego dosłownie uprosić 🙂 Uprzedzam, że to nie pierścionek, na to jeszcze jest czas. Pokażę Wam co to jest za dwa tygodnie 🙂 A teraz uciekam świętować dalej- z kawą na balkonie, podziwiając tym razem wielkomiejskie widoki 🙂

Trzymajcie się!

IMG_20180615_120818.jpg

Coś się kończy, a coś zaczyna.

Mozemy świętować. Od dziś jestem Panią Magister z piątką na dyplomie. Pewien etap w życiu się zakończył, rozpoczął się kolejny. Dziwnie mi z tym, że nie ma już studiów, nauki, że te młodzieńcze lata bez zmartwień i obowiązków się definitywnie skończyły. To dla mnie jak otworzenie książki, na przypadkowej stronie, gdzie nie wiesz kompletnie w jakim miejscu się znalazłeś, ani jaki będzie koniec.

Było dziś mnóstwo gratulacji, życzliwych słów, szampan i truskawki z ukochanym. A także prezent obronowo-urodzinowy, który wkrótce od niego otrzymam, ale o tym kiedyś, na razie to tajemnica 😉 No i były też niezbyt przyjemne momenty tego dnia.

Mój tata się ujawnił. Oczywiście mama musiała powiedzieć mu o mojej obronie. Ja tego nie chciałam, w końcu nie utrzymuje z nim kontaktu od dawna, taką podjęłam decyzję. Nie chcę żadnej pomocy od niego, ale on również nie otrzyma żadnej ode mnie. Może to brutalne, niektórzy pomyślą że tak się nie postępuje, ale ja nigdy ojca fizycznie nie miałam, co może choć trochę usprawiedliwia moją decyzję. Dla niego liczy się tylko kasa. Nic innego na całym świecie nie ma większej wartości. W jego świecie nie ma uczuć, wszystko kupuje się za pieniądze, nawet miłość. Ja nie chcę być częścią takiego świata. Dziś, gdy dowiedział się że skończyłam pomyślnie studia, nie zadzwonił, nie pogratulował, nie dał żadnego znaku życia. Zostawił mamie dla mnie kilka stów euro i tyle. Ja tego nie chcę. Nie chcę jego kasy. Nie chcę od niego nic. Pokłóciłam się przez to z mamą, bardzo krzyczałam przez słuchawkę. Przecież wiedziała jak zareaguję. Mam do niej żal, że zawsze podejmuje decyzje za mnie, zawsze wszystkim kieruje. I jeszcze ma pretensje, że nie chcę przyjąć tych pieniędzy, bo przecież to prezent. Jestem rozgoryczona, rozbita, nie wiem co mam myśleć. Mam czasem dość tych całych chorych sytuacji, które odbywają się gdzieś poza mną. Jestem już chyba zmęczona. Powinnam się z początku dobrze wyspać. Potem zacznę myśleć.

Ehh..Dobrej nocy. 

Co to był za czas…

Ostatnio dużo się działo, całe to zamieszanie z zakupem roweru i przygotowania do obrony. Dobra wiadomość to taka, że po długich poszukiwaniach udało mi się kupić taki, jaki chciałam 🙂 Więc ostatnie dni to głównie testowanie nowego roweru. Jeżdżę nim wszędzie gdzie się da, nawet do pracy, mam nadzieję że to pomoże zrzucić trochę ciałka na lato ;p Mój A. bardzo się zaangażował w poszukiwania nowego pojazdu, za co jestem mu wdzięczna. Ja pewnie kupiłabym pierwszy lepszy, oby kolor się zgadzał. A on jakimś cudem znalazł w naszym mieście malutki sklepik rowerowy, gdzie sprzedawane są same damskie rowery, piękne, lekkie i w przystępnej cenie 🙂 W takich chwilach kocham go najbardziej i wiem, że mimo naszych trudnych charakterów, mimo kłopotów i nieporozumień, zawsze możemy na siebie liczyć.

No i kolejna kwestia. Obrona. To już w tą środę. Czy się stresuje? Nawet chyba nie o to chodzi, po prostu cały czas mam to gdzieś z tyłu głowy. Próbowałam przez ten tydzień uczyć się tych wszystkich pytań, ale to jakaś czarna magia. Osiemdziesiąt pytań plus pytanie od promotora i prezentacja swojej pracy..no Masakra. No ale cóż, to już (mam nadzieję) moja ostatnia obrona. Pięć lat studiów zleciało momentalnie, nawet nie wiem kiedy. Dopiero wybierałam kierunek, ba! Zdawałam maturę, a tu już bronię magistra. Dużo się przez te lata zadziało, ja się zmieniłam. No ale…coś się kończy, coś się zaczyna. Mam tyle planów do zrealizowania “po studiach”. Miejmy nadzieję, że choć część uda się spełnić.

Miłego, deszczowego poniedziałku 🙂