Małe i wielkie decyzje

Życie człowieka to ciągłe wybory. Co dzień decydujemy co zjeść na śniadanie, co na siebie włożHAMSTER-WHEELyć, czy pojechać do pracy autem, a może autobusem. Czy będziemy dziś mili dla siebie na wzajem, czy też nie. I tym różnimy się od zwierząt. Mamy prawo decydowania. Ale czy naprawdę nasze wybory są w stanie coś zmienić? Czy jesteśmy w stanie przewidzieć ich skutki?….A może wszystko jest z góry przesądzone, może już dawno ktoś zaplanował wszystko za nas, zanim jeszcze przyszliśmy na świat. Ludzie wierzący ufają, że Bóg dla każdego z nas ma plan. Inni wierzą w przeznaczenie, którego oszukać się nie da. Realiści powtarzają sobie, że wszystko zależy tylko od nich samych. Ale skąd masz wiedzieć, czy nowo poznana, wymarzona dziewczyna nie przewróci Twojego życia do góry nogami? Czy praca, którą świadomie wybrałeś będzie spełnieniem Twoich oczekiwań? No, dobra może to da się przewidzieć, chociaż w najmniejszym stopniu. Ale idźmy dalej. Te małe, proste decyzje, które podejmujemy całkiem mimowolnie, nieświadomie, każdego dnia… Skąd masz wiedzieć czy jedzenie, które sam świadomie kupiłeś nie okaże się zatrute i nie spowoduje śmiertelnej choroby? Tego przewidzieć się nie da. Albo dajmy na to, czy da się przewidzieć, że pociąg do którego wsiadasz dojedzie bezpiecznie do celu? Czy wsiadając rano do samochodu jesteś pewny, że dojedziesz do pracy?…Kto z nas w ogóle się nad tym zastanawia?!

“Boże, gdyby tylko nie wsiadł do tego samochodu, dalej by żył!”. Był bardzo młody, na chwilę wyszedł z domu i do niego nie wrócił. Podjął decyzję, żeby jeszcze trochę mocniej wcisnąć gaz. Chciał szybko wrócić do żony, której obiecał swoją miłość nie dalej jak rok temu, do domu który budował. A teraz go nie ma. Czy to była jego świadoma decyzja? Czy można go winić za to, że  zostawił matkę, ojca, tą młodą dziewczynę, która chwilę potem stała się wdową? Nie chciał tego, chciał żyć. Jak niewiele trzeba, by Twoja jedna decyzja zmieniła całe życie Twoich bliskich. Jak nieświadomi jesteśmy swoich wyborów. Czy można było tego uniknąć? Na to pytanie nie ma odpowiedzi, nawet gdyby zebrała się specjalna komisja nie udałoby się tego ustalić. Nie wiemy nic. Żyjemy w ciągłej nieświadomości. Pędzimy na oślep ze złudną nadzieją, że mamy wpływ na nasze życie. Pamiętacie dziewczynę, na którą spadł samobójca i złamał jej kręgosłup? Paradoks w czystej postaci. Możemy tylko ufać, że bezpiecznie przeżyjemy kolejny dzień. Że przed nami jeszcze wiele bezpiecznie przeżytych dni. Możemy mieć nadzieje, ale nigdy nie możemy być pewni. Nie to, żeby żyć w ciągłym strachu, obawie przed tym że dziś nie wrócimy na kolację. Ze świadomością, że życie jest kruche może będziemy dla siebie lepsi? Może dwa razy zastanowimy się zanim zatrzaśniemy po sobie drzwi po kolejnej głupiej kłótni ze swoim ukochanym? By do końca nie zostawiać go z ostatnim usłyszanym “mam Cię dość”. Może zaczniemy doceniać chwile, które są piękne kiedy spojrzymy na nie z bliska. Będziemy brać życie garściami, kochać się i śmiać losowi w twarz. Będziemy marzyć i snuć plany, których może nigdy nie będzie dane nam zrealizować.

Żegnaj braciszku. Będzie Cię nam brakować….

 

Advertisements

Wszystko, albo nic.

Ulice przykrył biały puch. Nadeszła spóźniona zima. Słońce przebija się między chmurami jakby chciało powiedzieć, że wkrótce wszystko się zmieni, nadejdzie nowe, nieznane. Mam wrażenie, że czas biegnie bardzo szybko, że kiedyś na wszystko go starczało. Na bieganie po podwórku wciąż z rozbitymi kolanami, na wcinanie chleba z masłem i cukrem, tak żeby mama nie widziała. Na marzenia, rozmyślanie o przyszłości, o tym jaka będę duża i kim będę jak dorosnę. Nie miałam trosk, problemów, nie martwiłam się zmieniającymi porami roku. Cieszyłam się z każdego promienia słońca, z każdej kropli rosy pod stopami, z uśmiechu matki.

scissors-3132883_1920.jpg

No i jestem. Dorosła, odpowiedzialna, z planami na przyszłość, pracą i rachunkami. Ostatnio mam wrażenie że czasu jest coraz mniej, zdarza się, że ogarnia mnie panika. Mam 25 lat, słabo płatną pracę, brak perspektyw na własne mieszkanie. Wokół tylko śluby, zaręczyny, ciąże i dzieci. Oraz przyjaciółki, które prześcigają się, której jako pierwszej będzie dane włożyć na palec zaręczynowy pierścionek. A ja? Przyglądam się z boku i myślę, czy to już czas by dorosnąć?…Z jednej strony ogarnia mnie ta cała presja, rodzina pyta kiedy ślub, kuzynka się zaręcza, ale z drugiej…chcę to czuć. Chcę wiedzieć, że to ten moment. Jestem pewna, że moja miłość mi nie ucieknie, a może być tylko piękniejsza. Więc po co ten pośpiech? Czemu nie możemy cieszyć się tym co jest teraz, marzyć o wspólnej przyszłości, układać w głowie listę gości na przyjęcie weselne i wymyślać imiona dla przyszłych dzieci, tak po prostu bez tego całego szalonego pośpiechu. Chcę by on nie robił nic na siłę, chcę by sam poczuł ten moment bez mojego nacisku i wymuszania tej decyzji. Bo to jest bardzo ważna decyzja, kluczowa, na całe życie. A jeśli będziemy jej żałować, jeśli podejmiemy ją zbyt pochopnie? Zadaję sobie co dzień miliony pytań. Czy to ten jedyny? Czy będziemy potrafili żyć wzajemnie znając nasze wady, złe strony? Już nie jest jak na początku. Nie oszukujmy się. A jeśli ktoś myśli, że może tak być przez całe życie, to jest w błędzie. Z czasem ludzie się odkrywają, wyłażą z nich paskudne cechy charakteru, związek nabiera rutyny- to normalne. Myślę, że istotą tego wszystkiego jest to, żeby potrafić dostosować się do tych zmian i nie zapominać o tym co dobre, co powoduje że nadal jesteśmy razem. Życie nie jest bajką, a miłość to nie uczucia, które miotają nami podczas pierwszego pocałunku. To szacunek, trwanie przy drugiej osobie, akceptowanie siebie na wzajem, wspieranie, bycie razem nawet w najtrudniejszych momentach. To wspólny dom, zapach gotującej się zupy, biegające wokół dzieci. Taką miłość chciałabym mieć przez całe życie.



 

 

 

 

 

 

 

Jeszcze nieodkryte miejsca

Moje życie zawsze było pełne skrajności. Ciągła huśtawka uczuć, emocji, zdarzeń. Podświadomość, która kontroluje zmysły. Spokój i stabilność, o których zawsze marzyłam to nierealny cel, którego w rzeczywistości nie chciałam nigdy osiągnąć. Od zawsze towarzyszyła mi ciągła potrzeba zdobywania nowych wrażeń, doznawania nowych emocji. Był moment, gdy ta potrzeba sprowadziła mnie na samo dno, i ta sama potrzeba wyciągnęła mnie na powierzchnię. Jak mało wystarczy, żeby unieść się nad ziemią, i jak mało trzeba żeby upaść na nią z hukiem, niczym Ikar pędzący za marzeniami. O miłości, przyjaźni, wolności. Czasem tak zgubne, prowadzą nie tymi ścieżkami. I przychodzi moment, że albo się otrząśniesz i zawrócisz, albo będziesz kroczył dalej w ciemność.

Myślę o swoim życiu bardzo często. O tym co mogłabym zrobić inaczej, co mogłabym zmienić gdybym miała szansę. Czego mogłabym uniknąć. I choć wiem, że przeszłość nie jest w zasięgu mojej sprawczości, wyryła ona we mnie bardzo głębokie ślady. Poddałam się swoim słabościom nie raz, powtarzałam te same błędy jeden po drugim. W końcu przyszedł moment zero. Podjęłam szereg małych i wielkich decyzji, które sprawiły że jestem tu dziś. Jednak pewnych rzeczy nie da się wymazać, nasze życie nie jest pisane ołówkiem. Czas. Tylko na niego liczę. Może choć trochę zamaże wspomnienia, przykryje je mgłą. Chciałabym kiedyś obudzić się i nie czuć tego wewnętrznego smutku, który przypomina mi o tym, jaką osobą kiedyś byłam. Nie czuć żalu do siebie samej, za krzywdy które wyrządziłam wielu bliskim mi osobom, a przede wszystkim sobie. Chciałabym przestać śnić, nie widzieć obrazów siebie sprzed lat. Wyspać się bez poczucia winy.

Moja przeszłość jest moją wielką słabością. Czuję, że to nieodłączna część mnie. Taka, która kształtuje moje codzienne działania, która wpływa na moje nastroje, na relacje z innymi ludźmi, na to że nie potrafię dostrzec własnych sukcesów, nie potrafię mówić o sobie dobrze. Jak jej się pozbyć? W jaki sposób dać sobie szansę i zacząć od nowa? Czy to w ogóle możliwe?…

Może gdzieś przede mną są jeszcze nieodkryte miejsca, w które będzie dane mi dotrzeć. Może przyszłość kryje tajemnice, dzięki którym odzyskam siebie samą. Być może tam gdzieś przede mną jest droga, która wiedzie ku dobremu. Może nie mam wpływu na to co było, ale wiem, że każdym kolejnym dniem kształtuje nowe, jak dotąd nieznane. Nie chcę tego zmarnować. Chcę walczyć ze słabościami, chce zdobywać szczyty własnych możliwości. Udowodnić sobie, że ten cały wysiłek nie poszedł na marne. Że jestem tu po coś. Nie bez powodu.

sommerfest-1471809_1920

Z nową nadzieją, na nowy rok

Hej!

Święta minęły błyskawicznie. Dla mnie zawsze te kilka dni, które następują zaraz po nich są wyrazem refleksji. To czas kiedy zastanawiam się nad swoim życiem, nad tym co udało mi się przez ten rok zrealizować, co było kompletną klapą i porażką. Swoisty rachunek sumienia. Nie wiem, czy “koniec roku” budzi w Was podobne uczucia, czy również, tak jak ja próbujecie spojrzeć na swoje życie jak w kalejdoskopie. Wiem jedno- życie jest zbyt krótkie by skupiać się wyłącznie na porażkach.

To był dla mnie bardzo intensywny rok. Zmiana pracy, dwa kierunki studiów, dużo zmęczenia, stresu, łez. Ale także dużo szczęśliwych momentów, nadziei i oczekiwań. Na wiele rzeczy zabrakło czasu, wiele rzeczy zdarzyło się kosztem innych. Mogę jednak powiedzieć, że osiągnęłam w tym roku bardzo dużo. Oczywiście były również niewykorzystane chwile, takie z których można było wycisnąć jeszcze więcej.

Obiecałam sobie, że po nowym roku trochę zwolnię. Zajmę się swoim zdrowiem, skupię się na ukończeniu magisterki i swoim związku. Będzie też przeprowadzka, cała ta ekscytacja nowym miejscem i związanymi z tym obowiązkami. Postanowiłam też stawiać sobie realne cele, nie nadwyrężać się ponad swoje siły, do czego mam wyjątkowy talent. Już taka jestem, lubię brać na plecy wiele obowiązków, a potem padać na twarz od ich ciężaru. Znacie to?…Będę też lepsza dla innych, ale to obiecuję sobie co roku i mam nadzieję, że z roku na rok powoli zbliżam się do tego celu.

A Wasze noworoczne postanowienia, plany? Czy stawianie sobie tak wygórowanych celów ma w ogóle jakikolwiek sens? Może po prostu powinniśmy skupić się na zabawie i świętowaniu odejścia tego co było nieudane, niedoskonałe, niespełnione, a przywitać nowe, nieodkryte, pełne nadziei.

I tu, jeśli jesteśmy przy zabawie chciałabym zwrócić się do Was z pewną kwestią. Może mój blog nie osiągnął jeszcze zbyt dużego grona odbiorców, jednak wierzę, że ten apel gdzieś tam dotrze. Chodzi o moją przyjaciółkę, niezwykle wierną i oddaną. Jest ze mną od wielu lat, wyczuwa wszelkie moje smutki, potrafi zrozumieć i pocieszyć. I choć nie potrafi mówić, wiem że jestem jej całym światem, tak jak ona jest dużą częścią mojego. Zwierzęta są z ludźmi mimo wszystko- nawet gdy oni tak bardzo je krzywdzą, nawet gdy bez zastanowienia sprawiają, że ich przyjaciele cierpią. Moja czworonożna przyjaciółka bardzo boi się wystrzałów petard. Chowa się przy tym gdzie może, trzęsie się ze strachu, nie chce jeść i wychodzić na spacery. Jest to dla niej bardzo duży stres, który dosłownie ją paraliżuje. Proszę Was, właściciele psów, kotów, bądź prości miłośnicy zwierząt- zachowajcie rozwagę. Nie strzelajcie. Czy bez tego nie można bawić się w sylwestra? Pamiętajcie o tym, że dla zwierząt jest to cierpienie zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Nie strzelajcie w miastach, na wsiach, w górach- gdzie taki hałas może być poważnym zagrożeniem dla dzikich zwierząt uciekających przed nim w popłochu. Myślcie. Nie tylko o sobie. Może to jeden dzień w roku gdzie należy pomyśleć o tych, którzy są najbardziej bezbronni?

Kochani, zostawiam Was z tymi przemyśleniami i życzę w nowym roku spełnienia marzeń, samych zrealizowanych postanowień, wiele chwil szczęścia i radości, mało łez- jednak i one czasem są potrzebne. Trzymajcie się cieplutko! Do zobaczenia w nowym roku!

 

pf-3046160_960_720

 

O tym, jak szczerość uratowała święta

Witam Was Kochani w ten wigilijny dzień,

Dziś jest szczególny czas, czas wybaczania, miłości, czas w którym powinniśmy zapomnieć o wszystkich złych rzeczach które nas spotykają. Czas, w którym powinniśmy być wyrozumiali dla naszych bliskich i dla siebie samych.

Moje święta zostały uratowane. Mimo wszystkich pretensji, żalu postanowiłam dać sobie szansę na to by mieć święta. Zdobyłam się na odwagę by powiedzieć komuś, kto jest dla mnie bardzo ważny o wszystkim co mnie boli. By opowiedzieć mojej mamie o tym wszystkim o co mam do niej pretensje. Wydawało się to bardzo ryzykowne, bardzo długo biłam się z myślami czy to odpowiedni czas na takie rozmowy. Jednak święta to także czas katharsis a nic nie działa lepiej niż wyrzucenie z siebie całego zła. Pękła przy tym butelka whisky, były  łzy i dużo emocji. Dziś obudziłam się z niemałym bólem głowy ale również z czystym sumieniem.

Znów poczułam, że mam matkę. Zobaczyłam w niej kobietę, która dawniej kołysała mnie do snu. Jestem szczęśliwa. Zdobyłam się na szczerość, ale również wybaczenie. Pierwszy raz w życiu poczułam magię świąt, poczułam o co w tym wszystkim chodzi. Możemy się na siebie wściekać,  możemy się kłócić, ale dziś jest czas na to by być razem. Nie ważne co się wydarzyło, nie ważne ile jest ważnych spraw wokół. Bądźmy razem. I o to Was proszę, dajcie sobie szansę na święta tak jak ja.

Życzę Wam dużo radości, zdrowia, ale także otworzenia się na innych, dużo miłości dla bliskich ale również dla siebie samych. Niech te święta będą okazją do wielu refleksji,  do wybaczania.

Wesołych świąt Kochani 🎅❄️☃️

Nowy Ty, nowa Ja

Witam Was dziś w nowym miejscu,

Jeszcze minie pewnie dużo czasu zanim się tu umebluję. Na razie jeszcze nie czuję się jak u siebie, ale mam nadzieję, że w końcu znajdę trochę czasu żeby poświęcić go na całe to sprzątanie po przeprowadzce 😏 Mam nadzieję także, że będzie mnie tu łatwo odnaleźć i nie będę pisała jedynie dla siebie.

Dużo się ostatnio dzieje nowości w moim życiu. Nowy blog i nowa fryzura (tak, przestałam być blondynką😊), ale pojawiły się również nowe cele, plany, marzenia. Nie mają one charakteru noworocznych obietnic, ale są czymś więcej. Nigdy wcześniej nie czułam się taka dorosła, niezależna, pełna siły by coś zmienić i iść do przodu. Przyszedł czas by zacząć żyć na własną rękę, by wziąć głęboki oddech i płynąć wraz z prądem. Myślę, że nowy rok przyniesie dużo zmian. Trochę się ich boję, jednak wiem, że mam na kim polegać w chwili gdy dosięgnie mnie zwątpienie. To przynosi zarazem dużą ekscytację, ale też smutek. W końcu mam zamiar zostawić za sobą całe moje dotychczasowe życie- mój pokój, moją tapetę w egzotyczne papużki, całą tą bezpieczną przestrzeń, w której żyłam aż do teraz. Ruszam w dorosłą i pełną przygód drogę. Razem w nią wyruszamy, trzymając się za ręce i tworząc coś zupełnie nowego- naszą małą, dwuosobową rodzinę.

Przedświąteczne refleksje

Witajcie,

Czy Was też ogarnął ten przedświąteczny nastrój? Mój weekend zaczął się bardzo świątecznie. Dekorowanie bombek, pieczenie pierników, mikołajkowa kolacja z moim A. Pamiętam, że kiedyś jako nastolatka nienawidziłam świąt. Chyba głównie dlatego, że musiałam spędzać je z rodziną. Myślę, że większość z Was zna te sztuczne uśmiechy przy stole i co roku te same życzenia przy opłatku. Kto by nie chciał na czas świąt gdzieś uciec, wyjechać, zakopać się w jakimś małym domku w górach albo w hotelowym pokoju za miastem?

Dziś myślę, że dojrzałam do świąt. Co prawda moja familia z roku na rok staje się coraz bardziej fałszywa. Zmieniło się jednak coś bardzo ważnego. Dziś mam z kim te święta spędzać. Jest ktoś dla kogo się staram, wkładam serce w przygotowania, chce sprawić, że dom będzie pachniał cynamonem, ciastem marchewkowym i rybą po grecku. Chociaż Wigilię spędzamy osobno, bo on co roku jeździ do swojej rodziny, to wiem że myślami jest ze mną. I wiem, że zawsze będzie.

Mam takie marzenie. Nasze własne mieszkanko, nawet ciasne- ale własne. Nasze własne święta, wspólne ubieranie choinki, wspólne ustalanie świątecznego menu, wspólne gotowanie, pieczenie, zakupy. Coraz bardziej czuję, że nie pasuje do tego domu, że już nie potrafię żyć razem z matką pod jednym dachem. Tyle rzeczy zrobiłabym inaczej! Po swojemu. Wkurza mnie to, że nie mogę o niczym decydować, mieć własnego zdania. Wkurza mnie to, że w rodzinnym domu czuje się obco, jakbym nie była już u siebie.

I mam cholernie silną potrzebę wyrwania się stąd! Z domu, w którym zawsze wszystkiego było mało. Miłości, szacunku, czułości, wsparcia. Nie było ojca, tylko matka która próbowała na siłę pełnić obydwie te role. Raz była surowa niczym ojciec, raz rozklejała się nad lepieniem pierogów. A przeważnie była despotyczna. Z biegiem lat stała się kontrolująca, absorbująca. Wtrąca się we wszystko, bliskich zaczęła obliczać wartością pieniądza. Obcy ludzie są dla niej ważniejsi niż własne dzieci. Czy to jeszcze moja mama? Ta z którą kiedyś godziny spędzałyśmy na wspólnych zakupach? Której mogłam powiedzieć wszystko? Nie… Albo ja dojrzałam i zaczęłam spostrzegać jej wady, albo to ona tak bardzo się zmieniła. Boję się, że i ją straciłam. Najpierw odszedł ojciec, teraz matka odsuwa się ode mnie. Tyle padło gorzkich słów. O wiele za dużo.

I chyba dziś nadszedł TEN DZIEŃ. Dojrzałam do decyzji o wyprowadzce. Będzie bardzo ciężko ale najwyżej wezmę drugi etat, będę dorabiać weekendami. Czuję, że jeśli nie odejdę to całkiem się od siebie odsuniemy, a ten konflikt urośnie do takich rozmiarów, że nie będzie już czego zbierać. Mój A. mnie wspiera, jak zawsze. Doradza rozwagę, mówi, żeby nie podejmować decyzji na gorąco. Ustaliliśmy, że wyprowadzamy się po nowym roku. Wynajmiemy kawalerkę albo pokój. Damy radę, jak zawsze. Najważniejsze, że będziemy razem. Wierzę w nas, w niego i za nim pójdę wszędzie. Bo wiem, że to jedyna osoba, na której mogę polegać. Która mnie nigdy nie zawiodła. Będziemy szczęśliwi, pod wspólnym niebem..

25319580_2160104087550151_2075608545_o25344572_2160104067550153_2077643888_o

Praca po studiach? Marzenie!

Wyobraź sobie taką sytuację. Kończysz studia jako jedna z najlepszych osób na roku, jesteś w ścisłej trójce. Dostajesz pochwały i gratulacje od Pani dziekan, która nigdy wcześniej nie była taka miła. Czujesz wewnętrzną dumę, przecież bardzo ciężko na to pracowałeś. Jesteś cały w euforii planujesz co teraz zrobisz ze swoim życiem. Cieszysz się, że dzięki ukończonym studiom będziesz mógł pomagać ludziom, pracować w zawodzie, o którym marzyłeś.

Z dniem odebrania dyplomu, na którym widnieje dumne 5 wkraczasz do instytucji, w której tak bardzo chcesz pracować i zostawiasz swoje CV- oddzwonimy jak coś się zwolni- słyszysz. Czekasz tydzień, dwa, trzy, w końcu Twoje CV ma już każda podobna instytucja w mieście. Czekasz miesiąc, dwa, trzy. W końcu sam dzwonisz- słyszysz, że na razie nie ma miejsc. Frustracja rośnie, jest krucho odkąd skończyła się odłożona kasa ze stypendium naukowego. Postanawiasz znaleźć coś na razie, na przeczekanie- nie w zawodzie. Jedna rozmowa, druga, trzecia- tak bardzo nie chcesz stać za ladą, albo robić na słuchawie. W końcu tracisz siły, zatrudniasz się w pierwszej lepszej firmie. Praca nie jest ciężka, w końcu wklepujesz dane do komputera, albo segregujesz dokumenty. Tylko, że na trzy zmiany. Więc zarywasz noce, ślęczysz przed tym kompem od 22 do 6 rano. Po pół roku takiej pracy bolą Cię plecy, oczy, kark, masz problemy z przemianą materii bo w końcu noc staje się dniem i o 3 nad ranem pochłaniasz zupki chińskie albo pierogi z pudełka. Liderzy Tobą pomiatają, jesteś tu od zapieprzania. I zapieprzasz żeby wyrobić akord. Wyrabiasz go czasem dwukrotnie, bo przecież po to tu jesteś by zarobić. Prawdziwą nagrodą jest wypłata- bo naprawdę jest niezła. Stać Cię na wiele rzeczy, które kiedyś były poza zasięgiem. Czujesz tą niezależność. No ale jest też niedosyt bo przecież marzyłeś/aś o czymś zupełnie innym.

W międzyczasie robisz magistra z pedagogiki zaocznie, więc po nocce lecisz na zajęcia. Kierunek trochę inny, nigdy nie chciałeś być pedagogiem ale trzeba mieć alternatywę. Studia kosztują 500 zł miesięcznie, ale dajesz radę, nie jest źle.

Od ukończenia licencjata miął prawie rok. Nie masz już nadziei, że będziesz robić to co w życiu chcesz. Myślisz- kto teraz pracuje w zawodzie po studiach? Chyba tylko Ci co mają znajomości. I w końcu dzwoni telefon. Zapraszają na rozmowę do największej instytucji państwowej w mieście- tej docelowej, w której tak bardzo chciałeś pracować. Na drugi dzień masz rozmowę, są Tobą zachwyceni- w końcu znasz te wszystkie ustawy, przepisy- przygotowywałeś się do tego tak długo. Kolejnego dnia podpisujesz umowę. Na razie na zastępstwo- na rok, ale co tam od czegoś trzeba zacząć. Dają Ci najniższą krajową- 1456 zł netto, bo przecież jesteś ledwo po studiach. Myślisz sobie- no trudno przeczekam ten rok, najwyżej trzeba zmienić nawyki- poziom życia się lekko obniży. Ciężko też będzie opłacić studia ale dasz radę. W końcu będziesz robić to co chcesz! Myślisz, ilu ludziom pomożesz, jak zmienisz cały ten podły świat!

Pierwszego dnia pracy dostajesz własne biurko, pieczątkę z nazwiskiem, na drzwiach wisi Twoja własna tabliczka! Jest super, strasz się, jesteś najlepszym uczniem, czasem robisz kierowniczce kawę, latasz z papierami- ale to normalne- jesteś w zespole najmłodszy. Mija kilka miesięcy, zaczynasz podejmować samodzielne decyzje, masz jakieś tam sukcesy ale nikt Cię nie chwali- to przecież należy do Twoich obowiązków. Nie zauważasz by kierownictwo było Tobą jakoś szczególnie zainteresowane. Z biegiem czasu czujesz, że traktują Cię trochę gorzej bo jesteś na zastępstwo- dowiadujesz się, że nie masz prawa do szkoleń. Potem cały dział dostaje podwyżkę- Ty nie, bo jesteś na zastępstwo. Googlujesz prawo pracy- znajdujesz w kodeksie artykuł, który mówi o zakazie dyskryminacji pracowników i obowiązku równego traktowania w dostępie do szkoleń, podwyżek, dodatków. Ale przecież nie będziesz robić afery, po tym nie znalazłbyś pracy już nigdzie w mieście. Myślisz- trafiłeś na złego kierownika, który nie walczy o pracowników. Twoja praca, to co robisz i jak się starasz nie jest doceniane. Przychodzą dni, że Ci się po prostu nie chce. Nie masz motywacji. Tyle byś zrobił, ale za co? Za te marne kilka groszy? Ledwo opłacasz studia, starcza Ci jeszcze na jakieś własne potrzeby. Twój partner/partnerka odnosi sukcesy w pracy w korpo. Czujesz się z tym źle, bo Ty jesteś tylko pracownikiem instytucji państwowej, też chciałbyś dostawać premie, albo chociaż usłyszeć dobre słowo. Potem dowiadujesz się, że to zastępstwo będzie trwało jeszcze rok. Kurwa. Nic nie odłożysz, o wyprowadzce od matki nie masz co marzyć. Twoja siła do pracy maleje. Wiesz już co znaczy syndrom wypalenia zawodowego- zaczynasz rozumieć, że to nie przez trudną i odpowiedzialną pracę, mierzenie się z ludzkimi problemami- ale przez brak wsparcia ze strony pracodawcy. Mija rok pracy, a Twoje marzenia i sny pękły jak bańka mydlana.

Brzmi trochę jak protest lekarzy rezydentów, ale ja nie protestuję. Pokazuję Wam tylko jak wygląda start w dorosłe życie większości młodych ludzi w Polsce. Myślę, że nie jestem odosobniona, a podobne historie zdarzają się również Wam.

Ale cóż, róbmy swoje i mimo wszystko-walczmy  o swoje marzenia!

Pozdrawiam Was i życzę dużo wytrwałości.

Cybermocni

Witam Wszystkich,

Inspiracją do wrzucenia dzisiejszego wpisu było ostatnie szkolenie, w którym miałam okazję uczestniczyć. Może temat daleki jest od kategorii bloga, ale postanowiłam, że czasem będę “przemycać” Wam pewne treści, by zwrócić uwagę na problemy, o których istnieniu wiemy wszyscy, ale niekoniecznie uświadamiamy sobie ich skalę, albo to że istnieją one bardzo blisko nas. Tematyka dzisiejszego wpisu ściśle związana jest z moją pracą zawodową, gdyż może jeszcze nie wiecie- na co dzień pracuję z rodzinami, problemowymi dzieciakami i często- zagubionymi nastolatkami, ale o tym więcej w przyszłości.

Przechodząc do meritum, dziś będzie o Cyberprzemocy i tych wszystkich dziwnych rzeczach, które się z nią wiążą. Żeby zrozumieć to zjawisko należy zacząć od początku, czyli skupić się na jego źródłach- agresji, przemocy rówieśniczej, której właśnie przejawem często jest przemoc w sieci.

Ok, więc zaczynając od źródła, musicie wiedzieć i dobrze zapamiętać, że ŻADNE DZIECKO NIE RODZI SIĘ AGRESYWNE. To my jako dorośli, opiekunowie, rodzice- z wzajemnych relacji, ze sposobu wychowania budujemy fundamenty- im mocniejsze, tym silniej przekłada się to na poczucie własnej wartości, umiejętności społeczne, relacje rówieśnicze naszych dzieci. Dziecko w wieku przedszkolnym uczy się tych relacji, a później- jako nastolatek zaczyna je wartościować by stały się one głównym odniesieniem dla jego tożsamości, umiejętności, miejsca w grupie. Tworzenie się pierwszych relacji zarówno przyjacielskich, jak i miłosnych silnie wiąże się z zachowaniami agresywnymi, bądź rywalizacyjnymi.

Nękanie, znęcanie się, poniżanie prowadzi do dramatycznych skutków- również psychicznych- zaburzenia lękowe, fobia szkolna, obniżenie nastroju, samooceny, uczucie upokorzenia i przekonanie o własnej winie, depresje, uzależnienia od środków odurzających, a nawet próby samobójcze i samobójstwa dokonane. Nie wierzę, że nie ma wśród Was nikogo, kto nie doznał agresji w szkole, był poniżany przez kolegów, wyśmiewano się z niego, wyzywano. Z amerykańskich badań wynika, że ofiary takiej przemocy ponad dwa razy częściej ujawniały myśli samobójcze i ponad trzy razy częściej próby samobójcze, niż ich rówieśnicy nie będący obiektem prześladowań.

Dla dzieci z pokolenia e-generacji, ale również dla nas dorosłych Internet jest formą nie tylko rozrywki i zdobywania informacji, ale staje się coraz ważniejszym i autonomicznym środowiskiem społecznego funkcjonowania. W Internecie możemy napotkać wszystko- poczynając od niebezpiecznych treści takich jak pornografia, filmy i zdjęcia prezentujące przemoc, hazard, używki, anoreksję, uczestnictwo w sektach kończąc na niebezpiecznych kontaktach zawieranych przez dzieci w necie. Zdecydowana większość nastolatków korzysta dziś z portali społecznościowych, czatów, komunikatorów, portali randkowych. Rzeczywistość jest brutalna- nigdy nie wiemy kto siedzi po drugiej stronie ekranu.

No to może trochę statystyk na rozluźnienie emocji:

  • 71% dzieci natrafiło w Internecie na materiały pornograficzne (63% przypadkowo)
  • 51% dzieci napotkało materiały z brutalnymi scenami przemocy (61% przypadkowo)
  • 28% dzieci trafiło na materiały propagujące przemoc i nietolerancję (74% przypadkowo)
  • Ponad 90% nastolatków korzysta z serwisów komunikacyjnych
  • 68% dzieci korzystających z Internetu otrzymało propozycję spotkania od osób tam poznanych, 44% z niej skorzystało, a jedynie 23.6% z nich informuje o takich spotkaniach rodziców. Ponad połowa spotyka się z internetowymi “znajomymi” w pojedynkę.

Ok. Ale czym właściwie jest Cyberprzemoc? Najprościej mówiąc to przemoc z użyciem nowej technologii takiej jak Internet, bądź telefon. Objawia się głównie przez nękanie, straszenie, szantażowanie, publikowanie lub rozsyłanie ośmieszających, kompromitujących zdjęć, filmów, informacji oraz podszywanie się pod kogoś wbrew jego woli. Kompromitujące fotki, czy filmy mogą zrobić w Internecie dużą karierę, nie bez powodu uważa się, że w sieci nic nie ginie. Usunięcie większości treści jest często praktycznie niemożliwe, gdyż trafiają one do tak wielu odbiorców, że nie trudno jest je przekazać dalej. Musimy sobie zdawać sprawę, że dzisiejsza młodzież nie tylko używa Internetu do gier, komunikowania się i zabawy- uprawianie seksu za pośrednictwem sieci lub smatfona jest dziś rzeczą codzienną. Dużą popularność wśród nastolatków zdobywa także zjawisko takie jak seksting, czyli wysyłanie swoich nagich lub półnagich zdjęć za pośrednictwem Internetu lub telefonu.

I wszystko to dzieje się zazwyczaj gdzieś poza zasięgiem dorosłych, rodziców, nauczycieli, którzy często nie mają dostępu i wiedzy co dzieje się z ich dziećmi w sieci. Więc jak dorośli mają sprawować nad tym kontrolę ? Podczas szkolenia pewien ojciec wstał i powiedział dumnym głosem: “mam wszystkie hasła moich synów zapisane w notesie, wchodzę na ich facebook’a kiedy chcę i mogę w każdej chwili zobaczyć co udostępniają”. Ok spoko, kontrola jest. Ale gdzie jest granica prywatności? Czy dzieci nie mają prawa jej posiadać?Moja rada: buduj zaufanie, rozmawiaj, uświadamiaj, pokazuj jakie zagrożenia może przynosić nierozważność w sieci, ustalaj zasady. Ale przede wszystkim- i to rada do starszych przedstawicieli gatunku rodziców- sami zapoznajcie się z tymi wszystkimi nowinkami. Poczytajcie czym jest facebook i do czego służy, co to Instagram i Snapchat. Sami zalogujcie się na portal społecznościowy i zaproście swoje dziecko do znajomych- będziecie mieć tym samym wgląd w treści, które dodaje. Internet to nic złego i strasznego, jeśli wiemy jak go używać i robimy to świadomie. Pamiętajcie również, że Cyberprzemoc i wszelkie jej odmiany jak flaming, cyberstalking niosą za sobą konsekwencje prawne! Nie bójcie się mówić o tym głośno, informować, zgłaszać na policję i do prokuratury.

A dla osób, którym temat jest bliski podaję numer na specjalną Infolinię: 0 800 100 100

I czat z konsultantami, który znajdziecie na stronie: Helpline.org.pl

A to kilka stron, gdzie możecie dowiedzieć się więcej: www.dzieckowsieci.pl, www.sieciaki.pl, www.cyberprzemoc.pl

Dziękuję Wam za uwagę i mam nadzieję, że zapaliłam iskierkę niepewności, może poruszyłam wyobraźnię. Warto obejrzeć także ten eksperyment społeczny, który pokazuje jak nieostrożne jest  publiczne udostępnianie treści w Internecie:

Nie obiecuj nic, słowa nam nie służą.

Miłość tragiczna, niespełniona, taka która wybaczy wszystko. Zrozumie każdy błąd, przetrwa mimo wszelkich burz, niezniszczalna. Przetrwa wojnę, głód, ból, cierpienie i upływający czas. Taka była miłość Niny i Janka- bohaterów musicalu “Piloci” rozgrywającego się na deskach teatru Roma. Sztuka, która zmusza do myślenia, pozwala docenić to co mamy obok. Spojrzeć na świat z lotu ptaka, z odległych dla nas miejsc. Sztuka będąca hołdem dla prawdziwej miłości i bohaterstwa na miarę tamtych czasów.

Dziś tak łatwo jest kochać, tak łatwo marzyć, tak łatwo jest żyć. Żyjemy zbyt wygodnie i zbyt bezpiecznie by móc docenić jak wiele dostajemy od losu. Często nie potrafimy wykorzystać danej nam szansy, czepiamy się najmniejszych spraw. Byle błahostka potrafi rozsypać wieżę budowaną z drewnianych klocków, jeden po drugim. Jesteśmy zapatrzeni jedynie w siebie, nie zważając, że w jego/jej oczach gaśnie iskra, która dawniej wywoływała uśmiech na twarzy. Stawiamy na przedzie rzeczy, które są mało istotne, nieważne.

Dziś nie musimy walczyć o każdy dotyk, o każde spojrzenie, o to by być razem. A gdybyśmy nagle stracili wszystko co nadaje sens naszemu życiu? Czy walczylibyśmy o tę miłość? Myślę, że w tamtych czasach miłość była czymś co zatrzymywało w ludziach życie, sprawiało, że nadzieja odchodziła ostatnia. To była miłość, która zwyciężała nienawiść. Tylko dzięki niej przetrwano wojnę, dzięki niej jesteśmy tutaj dziś. Człowiek, który kocha prawdziwie jest w stanie przenosić góry, ma nieopisaną wolę przetrwania. Oddycha, czuje tylko dla tej jedynej osoby. Jestem pełna podziwu dla bohaterów tamtych czasów, składam ukłony dla ich wytrwałości, niezłomności, wierności. I żałuję, że my dziś mamy tak niewiele okazji by zmierzyć się z naszym uczuciem, udowodnić jaką ma ono siłę i wartość.

Nie obiecuj nic, nie planuj, nie składaj pustych deklaracji. Żyj, kochaj i tańcz. Stań na chwilę, spójrz w jej/jego oczy. Tylko tak możesz zobaczyć co kryje się w środku, pod skórą, głęboko w sercu. Bądź romantykiem, szalej, daj się ponieść emocjom. Choćby los chciał Was zranić, poświęć tę chwilę dla miłości. 

Dziękuję za dziś i gorąco zachęcam do obejrzenia spektaklu “Piloci”. Obiecuję, że dawka emocji przerośnie Wasze oczekiwania, a muzyka przeniesie Was do odległej przestrzeni. Poniżej wrzucam małą namiastkę: